Naj… #1.

OSTRZEŻENIE: W PONIŻSZYM TEKŚCIE ZNAJDUJĄ SIĘ WYRAZY NA CO DZIEŃ UWAŻANE ZA WULGARNE, JEDNAKŻE POJAWIAJĄ SIĘ ONE TYLKO W CYTATACH.

Ruszamy z nową serią na blogu. Tym razem #naj, czyli podsumowanie wszystkich naj.. rzeczy, jakich
doświadczyłem. Miłej lektury! :)

Naj..cięższy mecz jaki sędziowałem.

Tu odpowiedź jest jedna. Mecz Orzeł Milcza-Orzeł Pustyny w krośnieńskiej C-klasie.

Od początku tamtego spotkania musieliśmy razem z dwójką sędziowską, z którą wtedy miałem okazję sędziować wysłuchiwać wielu obelg, czy krzyków skierowanych pod naszym adresem. Usłyszałem m.in, że jestem „pierdolonym, jebanym w dupę małolatem”, czy „jak nie dadzą nam jakiegoś kurwa starego dziadka do sędziowania to wpierdolą jakiegoś gnoja”. Na początku nie mogłem oswoić się z tą sytuacją, tym bardziej, że około 25. minuty drużyna gości otworzyła wynik tamtejszego widowiska. Kibice z Milczy zarzucili mi, że w momencie podania zawodnik, do którego kierowane było podanie i który zdołał pokonać bramkarza gospodarzy znajdował się na „10-metrowym spalonym”. Oczywiście byłem pewny mojej decyzji, więc o żadnym wchodzeniu w słówka z wszystkowiedzącymi obserwatorami nie było mowy. Stałem na linii z ostatnim obrońcą i widziałem, że napastnik Pustyn wychodzi perfekcyjnie do zagranej mu z głębi pola piłki.

Od tamtego momentu bluzgi w naszą stronę były coraz większe.. i większe.. i większe. Sędziemu, któremu ten mecz przypadł na środku również mocno się dostało.. no ale nic, to był już bardzo doświadczony sędzia, więc na pewno nie wywarło to na nim większego wrażenia.

W 44 minucie światopogląd kibiców z Milczy na mój temat zmienił się o 180 stopni. Pustyny zdobyły drugą bramkę w meczu, jednakże tym razem, zdobyły ją ze spalonego. W tamtym momencie stałem się największym bohaterem i ulubieńcem fanów drużyny gospodarzy.

Jednakże to co dobre, to nie trwa zbyt długo, więc w 55 minucie znów powiedzenie „sędzia kalosz” na stadionie w Milczy było odmieniane przez wszystkie możliwe „przypadki”. Chodziło tam o jakiś mini kontakt w polu karnym, po którym zawodnik Pustyn padł jak dosłownie rażony piorunem. Oczywiście zarówno moja chorągiewka jak i gwizdek arbitra głównego „niesłusznie” milczały. No cóż, sielanka się skończyła..
lol

A przypłynęła kolejna fala bluzgów. W 63 minucie zawodnik gospodarzy został wykluczony za „agresywne, gwałtowne zachowanie – uderzenie przeciwnika w twarz”. Oczywiście według jak już ich nazwałem wszystkowidzących z odległości 100 metrów kibiców żadnego uderzenia nie było, a była to jedynie perfidna symulka zawodnika gości. Na szczęście sędzia główny był bliżej i podjął jedyną, słuszną decyzję.

Ostatecznie Milcza wygrała 2:1, a jak mówi mój mentor, którego z tego miejsca znów pozdrawiam „mogą na Ciebie bluzgać na meczu, ale jak podejdą do Ciebie po meczu, powiedzą „dzięki” i przybiją piątkę, będziesz wiedział, że nie popełniłeś błędów.” Tak też się stało.

Przez zawodników z Milczy zostaliśmy pożegnani bardzo, bardzo mało (aż dziw bierze, że to Ci sami z boiska..) i myśląc, że nie tylko kobieta zmienną jest.. odjechaliśmy na drugi mecz do Rymanowa :)

S.S.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.