2. „Kariera” bramkarska dobiega końca, zaczyna się nowa era…

Mijały miesiące, a ja powoli zapominałem o jednorazowym wybryku na linii w meczu Grunwald-Zimowit. Starałem się skupiać na tym, by pokazać się trenerowi jako dobry bramkarz, a nie jako (co wtedy wydawało mi się śmieszne) sędzia.

To był sierpień 2013.. Razem z Zimowitem pojechaliśmy na obóz do Iwonicza (śmieszna sytuacja, 2 lata po tym obozie wróciłem na ten sam stadion jako sędzia..). Nie dawałem sobie rady i zdecydowanie odstawałem od grupy z powodu odcisków, jakie zrobiłem sobie na nogach. Nie mogłem biegać, ledwo chodziłem, a klapków nie miałem, więc można by stwierdzić, że cały obóz uczestniczyłem w jakichś delikatnych rozgrzewkach (w samych skarpetkach) i to tyle..

Bodajże piątego dnia naszego wyjazdu miał odbyć się sparing z Soccerem Ropczyce. Oczywiście na takie sparingi nikt nie dzwoni do OZPN-u po sędziów.. Trener za wszelką cenę chciał wręczyć komuś gwizdek i wręcz wypychał każdego po kolei na środek. Nie okazywałem tego, ale bardzo chciałem wyjść na środek i posędziować ten mecz, nawet w skarpetkach, a co mi tam!? Trener jednak nawet na mnie nie spojrzał, bardzo mnie to zdenerwowało, ale cóż.. życie kręci się dalej.

Tuż po zakończeniu pamiętnego obozu w Iwoniczu dowiedziałem się, że do Zimowitu przychodzi nowy bramkarz – z bardzo bogatą dotychczasową karierą. Od razu pomyślałem sobie, że co jak co, ale jaki jest sens przychodzenia na treningi i trenowania, podczas gdy i tak nie mam żadnych szans na grę..

Tak oto właśnie zakończyła się moja przygoda z Zimowitem, na początku było mi z tego powodu bardzo przykro, ale życie toczy się dalej.

I znów można powiedzieć: mijały kolejne miesiące, rozpocząłem naukę w Gimnazjum – popularnym „Katolu” (Gimnazjum Sióstr Prezentek w Rzeszowie), zdarzało się, że pogrywałem w piłkę z kolegami, ale zrezygnowałem ze „zrzeszenia” w jakimkolwiek klubie – stwierdziłem, że wiązanie się z piłką po prostu nie jest dla mnie.

Warto nadmienić, że jesień 2013 roku była dla mnie czasem, w którym zacząłem chodzić na popularną „8. Ligę Mistrzów” – rzeszowską B-klasę. W pewnym momencie bardzo mocno zacząłem kibicować drużynie Staroniwy Rzeszów. Poznałem kilku ludzi związanych właśnie ze Staroniwą i znów znalazłem się bardzo blisko piłki.

Ze Staroniwą byłem do końca sezonu 2013/2014, kiedy to w ostatnim meczu, meczu „o awans” w mega kontrowersyjnych okolicznościach Staroniwa pokonała drużynę Świlczanki Świlcza 1:0. Samo jakoś tak wyszło, że chciałem spróbować czegoś nowego, znużyło mnie jeżdżenie za piłkarzami, kibicowanie i tyle… Normalna chęć do wypróbowania czegoś nieosiągalnego. Przynajmniej wtedy…

W kwietniu 2014 roku w bardzo dziwnych okolicznościach znalazłem się blisko miejsca, w którym odbywał się nabór do drużyny orlikowo-halowej „DarkDent Szarotka”. Jako, że troszkę znałem głównego sternika (o tym człowieku, którego nie można nie lubić będzie na pewno osobno) tej drużyny postanowiłem pojawić się na naborze i popatrzeć jak poradzą sobie ewentualne nowe nabytki Szarotki.

11059693_726982900745851_2378459217480805599_n

Kilka dni później od tego właśnie człowieka, nazwanego przeze mnie przed kilkoma zdaniami sternikiem dostałem telefon, który brzmiał mniej więcej tak:

„Cześć młody, słuchaj biorę Cię na kierownika do Szarotki! Nadajesz się, masz w sobie pasję, więc na pewno sobie poradzisz.. Pierwszy mecz gramy [tu data meczu] z D&D o 19:35 na orliku na Dąbrowskiego. Narazie.”

Przyznam bez ściemy, że ten telefon mnie oszołomił.. Ja kierownikiem jakiejkolwiek drużyny?! Dobre żarty… No, ale.. z drugiej strony.. dlaczego by nie spróbować?!

Skończyło się na tym, że pojawiłem się umówionego dnia na orliku i poznałem rozgrywki Amatorskiej Ligi Orlika od wewnątrz. Poznałem wiele bardzo przychylnych mi osób, które na pewno wyróżnię z imienia i nazwiska w rubryce „Szczególne podziękowania”, która powstanie już niedługo!

Wypisywałem protokoły, pomagałem drużynie i robiłem co mogłem aby „Darkdent Szarotka” wypadła jak najlepiej. W Amatorskiej Lidze Orlika jednak nie wypadliśmy zbyt dobrze.. poza tym w ekipie było wiele nieporozumień dlatego też postanowiłem zrezygnować, gdyż pomyślałem, że raczej się do tego nie nadaje.. tak jak myślałem.

Warto zaznaczyć, że podczas „kierownikowania” w Szarotce poznałem 5 osób (zawodników DarkDentu), którzy mieli ogromny wpływ na mnie i na to, co wydarzyło się kilka miesięcy później..

A co wydarzyło się kilka miesięcy później?! O tym już niedługo.. Zachęcam do czytania!

S.S.